Polska

wtorek, 26 lutego 2008
Ponoć do trzech razy sztuka. Dwie próby zimowego wejścia na Kościelec się nie powiodły. Tym razem góra "puściła". I to prawie całkiem przypadkowo. Ale po kolei..
piątek, 15 lutego 2008
Zebrało się trochę ciekawych zdjęć z nieudanej próby wejścia na Kościelec. Jako że mam szczególną słabość do mgieł i kiepskich warunków pogodowych zamieszczam kilkanaście zdjęć. Część z nich wykonał Mateusz. Zapraszam do oglądania.
poniedziałek, 21 stycznia 2008
Sesja, zaliczenia - głowa pęka. I tylko jedna myśl kołacze się po głowie. Zamknąć książki, odłożyć notatki i jechać przed siebie. W góry jechać!
czwartek, 10 stycznia 2008
Dawno już nigdzie nie byłem i mój blog zaczął powoli zarastać pajęczynami. Postanowiłem więc cofnąć się nieco w czasie do czasów „okołolicealnych” i jeszcze wcześniejszych. „Było nas trzech w każdym z nas inna krew..(…)”. Jakby to było o nas. Pamiętam pierwsze wyjazdy w jaskinie. Nie mieliśmy o tym wielkiego pojęcia. Stare spodnie wojskowe i żółta nylonowa kurtka stanowiły mój jaskiniowy ekwipunek. To wystarczyło żeby „eksplorować”.
wtorek, 30 października 2007
Wędrujemy z plecakami. Przewodnik i kompas w ręku. Wszystko co potrzebne mamy ze sobą. Mamy siebie i cały zestaw rzeczy, zapewniających samodzielność i samowystarczalność. Możemy iść w lewo albo w prawo. Albo możemy nie iść w ogóle. Rozbić namiot tu gdzie stoimy i tu zostać. Ewentualnie zostaje jeszcze ręka. Ręka wyciągnięta w bok i może ktoś się zatrzyma i podwiezie w miejsce, które przyniesie kolejny dylemat: gdzie teraz. To jest wolność podróżowania. Plan i improwizacja.
środa, 27 grudnia 2006
Wróciliśmy właśnie z Beskidu Niskiego (tak tak, kiedy to piszę jest wrzesień 2006). Taki wyjazd we dwoje na dni parę. Plecak, jedzenie, gotowanie, namiot, słowem wszystko co człowiekowi potrzebne do poruszania się i w miarę komfortowego biwakowania. A spaliśmy w miejscach różnych. Od dzikich po całkiem niedzikie.
Wracam z Bieszczad. Czy Bieszczadów. Jak kto woli. Jest wrzesień. Piękna pora roku. Właściwie to chodzenia mało. Głównie leżenie brzuchem (i pingą:) do góry, granie, śpiewanie, jedzenie.. Wolno płynący czas, nieistotna data. Bez samochodu, bez telefonu, bez telewizji. Bez tych wszystkich bzdur. Wiadomości i podłości. Zamiast tego gitara i wino. I rozmowy przy blasku świec, na które nie ma czasu kiedy indziej. Gdyż czas marnotrawimy na telewizję, komputery i naukę tego co pewnie i tak się nam nie przyda. Uciekać, uciekać jak najczęściej jak najdłużej w ten bieszczadzki czas!
Chatka na M. w Beskidzie. Tym nieopodal Żywca. Nie powiem jaka to chatka, bo zjedzie się za dużo ludzi. A wtajemniczeni i miłośnicy gór i tak wiedzą o jaką chatkę chodzi. Zresztą nietrudno zgadnąć.