czwartek, 28 grudnia 2006
Odkąd postawiłem swoje pierwsze kroki, moje życie związane jest nierozłącznie z górami. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia po jakimś czasie moim marzeniem stało się wejście na Mont Blanc. Pewnego dnia gdy planowałem wakacyjne podróże, zadzwoniła koleżanka, pasjonatka Tatr, mówiąc, że jedna osoba z ich ekipy się wykruszyła, że mają jedno wolne miejsce i jadą.....na Mont Blanc!
środa, 27 grudnia 2006
Wróciliśmy właśnie z Beskidu Niskiego (tak tak, kiedy to piszę jest wrzesień 2006). Taki wyjazd we dwoje na dni parę. Plecak, jedzenie, gotowanie, namiot, słowem wszystko co człowiekowi potrzebne do poruszania się i w miarę komfortowego biwakowania. A spaliśmy w miejscach różnych. Od dzikich po całkiem niedzikie.
Wracam z Bieszczad. Czy Bieszczadów. Jak kto woli. Jest wrzesień. Piękna pora roku. Właściwie to chodzenia mało. Głównie leżenie brzuchem (i pingą:) do góry, granie, śpiewanie, jedzenie.. Wolno płynący czas, nieistotna data. Bez samochodu, bez telefonu, bez telewizji. Bez tych wszystkich bzdur. Wiadomości i podłości. Zamiast tego gitara i wino. I rozmowy przy blasku świec, na które nie ma czasu kiedy indziej. Gdyż czas marnotrawimy na telewizję, komputery i naukę tego co pewnie i tak się nam nie przyda. Uciekać, uciekać jak najczęściej jak najdłużej w ten bieszczadzki czas!
Chatka na M. w Beskidzie. Tym nieopodal Żywca. Nie powiem jaka to chatka, bo zjedzie się za dużo ludzi. A wtajemniczeni i miłośnicy gór i tak wiedzą o jaką chatkę chodzi. Zresztą nietrudno zgadnąć.

To moje podróże. Bliższe, dalsze.. Podzielone na kategorie, żeby łatwiej było się poruszać. Sentymentalno-krajoznawcze szkice. Relacje z podróży i wypraw. Opowieści, dla których inspiracją były odwiedzane miejsca. Wszystkie zamieszczone zdjęcia są mojego autorstwa. Zapraszam do czytania. I oglądania.

1 , 2 , 3