Blog > Komentarze do wpisu

Kościelec - zima 2008

Sesja, zaliczenia - głowa pęka. I tylko jedna myśl kołacze się po głowie. Zamknąć książki, odłożyć notatki i jechać przed siebie. W góry jechać!

Prognozy niezbyt optymistyczne. Wieje halny. W środę patrzę na kamery internetowe z Zakopanego i Kasprowego. Taaak.. Miałem zobaczyc jakie warunki pogodowe w Tatrach ale... niewiele widać. A precyzyjnie pisząc - nie widać nic. Mgła jak mleko. Ale pokusa jest silniejsza.

W czwartek siedzimy już w pekaesie. Kierowca jakby sie domyślał, że bedziemy wystawieni na działanie zimna i wiatru i chciał nas nagrzać "na zapas" bo włączył ogrzewanie na full. Za Myślenicami w łaskawości swojej zlitował sie nad nami i temperatura ustabilizowała sie na, w miarę, znośnym poziomie.

Drogę do Murowańca pokonujemy po ciemku. Gór nie widać. No ale przecież to noc. Może rano się odsłoni...

Budzę sie przed 7. Słychać tylko wiatr. Widoczność fatalna. Na codziennej prognozie 2. stopień zagrożenia lawinowego i zachmurzenie 8/8. No luksus nie jest:) Wychodzimy ze schroniska sami. Wszyscy jeszcze śpią, nawet recepcja nie działa. Nie działa też prąd. Ciekawe o której włączają?
Za naszymi plecami coś jakby widać. Zakopane majaczy między chmurami. Ale przed nami mgła. Na poziomie, na którym jesteśmy, widoczność jeszcze ok, ale wyżej nic nie widać. Zawrat, Świnica, Kościelec - wszystko tonie we mgle. Dochodzimy do stawu. Pogoda lekko sie pogorszyła. Spada widoczność. Trasa, którą chcemy wchodzić prowadzi stromym śnieżnym zboczem spadajacym wprost do jeziora. Parę minut sie wahamy, łamiemy, to podejmujemy decyzję o powrocie, to znów któryś cicho pod nożem mówi, że szkoda tak..
W końcu decydujemy się na wejście. Śnieg w miarę dobry. Podobno lawiniasty (Mateusz się nasłuchał i strasznie przewrażliwiony się zrobił:), ale dobrze trzyma i nie jest zbyt gruby. Podchodzimy jak najszybciej, kilkakrotnie zastanawiając sie nad odwrotem. Raz po raz sie przejaśnia (nieco) i można zrobić zdjęcie. Wchodzimy na Karb. Tu halny daje sie we znaki. Momentami kucam, bo z moją wagą lepiej nie wystawiać sie na mocne podmuchy. Widoczność ciągle spada. Mimo to postanawiamy wyjść. Warunki na Kościelcu wyśmienite. Rzecz jasna te śniegowe, bo mgła i bardzo silne podmuchy wiatru marszu nie ułatwiają. W połowie drogi na szczyt postanawiamy, że wracamy. Może i byśmy weszli na szczyt, choćby na kolanach, ale warunki na dole robią sie coraz gorsze i zapowiada się, że widoczność może jeszcze bardziej spadać.
Wracamy drugą stroną Karbu. Tam jest zdecydowanie bardziej płasko. Jedynym naszym problemem (oprócz mgły rzecz jasna) jest brak wydeptanej ścieżki. Zdaje się, że nikomu nie przyszło do głowy podchodzenie na Kościelec w takich warunkach. Idziemy "na azymut", staram się wynajdywać ślady i uważać, żeby nie wpaść w stawki. Tych ostatnich jednak nie widać, ale nasza trasa zdaje się być bezpieczna. W końcu w oddali majaczy jakaś postać. Obieramy kierunek i już po chwili stoimy we trójkę. Stąd widać już krzesełka narciarskie na Kasprowy. Dochodzimy do szlaku i schroniska.

Jemy pomidorową i zdaje sie, że nic nie jest nam w stanie zepsuć humoru. Nawet czekan Mateusza się znalazł. Ale... Po godzinie warunki się poprawiają.. Widać góry! Widać Kościelec! No i zaczęło się: "a może trzeba było...", "pewnie by sie udało...", "szkoda..." i żal w sercu. 
Po chili mgły nachodzą na nowo i widoczność spada. Ulga.

To była dobra decyzja. Mimo, że nie udało sie wejść na szczyt jestem zadowolony. Bo udało nam się podjąć decyzję o odwrocie. Niełatwą zresztą. Gdyby warunki sie pogarszały tak jak się na to zanosiło i widoczność drastycznie spadła, moglibyśmy mieć problemy ze znalezieniem właściwej drogi. A tak - cóż, będzie przynajmniej motywacja, żeby spróbować jeszcze raz.

P.S. Zdjęcia z wyjazdu znajdują się powyżej.   

 

poniedziałek, 21 stycznia 2008, ziolkofski

Polecane wpisy

Komentarze
2008/01/25 23:21:37
to był wazny wyjazd. szczegolnie dla mnie. bo to ze potrafisz sie wycofac stwarza pewna szanse ze bedziesz dlugo zyl...:)
-
2008/01/26 20:21:49
No szanse są zawsze...:)
-
Gość: , *.gemini.net.pl
2008/01/27 18:38:52
Wyjazd udany :] choć nie uwieńczony sukcesem.
Pogoda: "zdecydowanie niesprzyjająca" :D hehe

Czekamy na zdjęcia z wyjazdu! :]

Kilka z nich na: www.coffee.jawnet.pl

Reklama przede wszystkim :P


Długo żyć??? a jaka w tym frajda? :P
Mając 80 lat i tak nie skoczysz B.A.S.E. - najwyżej z krawężnika.
-
2008/01/27 20:57:17
Nie mam nic przeciwko temu, żeby żyć 80, 88 czy 188 lat:)
-
Gość: , *.gemini.net.pl
2008/01/27 21:22:14
188 to dobry pomysł :]
-
2008/01/30 00:06:22
To pomysł genialny:)
A skoki B.A.S.E.? Też nie mam nic przeciwko. Nawet w wieku 188 lat:)
-
Gość: , *.gemini.net.pl
2008/01/30 16:45:49
W wieku 188 lat w trakcie skoku możesz zapomnieć co to masz zrobić zanim zetkniesz się z matką ziemią - latka nie te - SKLEROZA itp., itd. :]



Ktoś mówił coś o zdjeciach z Kościelca??? :P
-
2008/01/30 17:50:13
Zdjęcia będą. Spokojnie. Ale hurtowych ilości się raczej nie spodziewaj:)